Przede wszystkim muzyki klasycznej. Trudno mówić o ulubionym kompozytorze, ponieważ doprawdy, bardzo wielu skomponowało utwory, które mojej skromnej osobie niezmiernie przypadły do gustu. Dla przykładu pozwolę sobie wymienić "Walc łyżwiarzy" Emila Waldteufla, operę "Rycerskość żebracza" Pietro Mascagniego, "Ave Maria" Bacha/Gounoda, "Humoreskę" czy "Symfonię z Nowego Świata" Dovraka, "Porwaną narzeczoną" Smetany, "Koncert fortepianowy op.11" Chopina. Ale tak możnaby wymieniać w nieskończność.
Czasami zdarza się mojej skromnej osobie posłuchać również utworów w wykonaniu artystów takich jak Charles Aznavour, Edith Piaf, Joe Dassin, Serge Gainsbourg czy Jacques Brel. Z osób zajmujących się śpiewem obecnie nawyżej cenię sobie umiejętności wokalne powszechnie uznanej za tandetną, beznadziejną, zarozumiałą, rozkapryszoną, amoralną i wyuzdaną Korsykanki znanej jako Alizée, a nazywającej się Alizée Jacotey.



