FC Barcelona (zbiorczy) (cz.2)

Awatar użytkownika
Precel
Lider Drużyny
Lider Drużyny
Posty: 1636
Rejestracja: 28 lis 2022, 12:56
Reputacja: 311
Kibicuję: TSW
Lokalizacja: Kraków

FC Barcelona (zbiorczy) (cz.2)

Post autor: Precel » 22 sty 2025, 15:29

Benfica 4-5 Barcelona - Liga Mistrzów - 21.01.2025

Nie wiem, od czego zacząć, bo emocje po tym meczu jeszcze we mnie buzują! Wygraliśmy 5:4 z Benficą w Lizbonie, ale to, co się działo na boisku, to jakaś czysta piłkarska anarchia. To miał być wielki debiut Wojtka Szczęsnego w Lidze Mistrzów w barwach Barcelony, ale wyszło… no cóż, tragicznie, jak w jakimś greckim dramacie, do których Wojtuś od lat ma pecha. Dwie kompromitujące sytuacje z jego udziałem, a mimo to, w końcówce, kiedy trzeba było ratować tyłki, zrobił to z klasą. Wojtek, my już sami nie wiemy, co o Tobie myśleć..

Zaczęło się od piorunującego tempa i gola Pavlidisa już w drugiej minucie. Szczęsny był bez szans, obrona nie pomogła. Ale chwilę później Lewandowski pokazał, kto tu jest liderem, pewnie egzekwując rzut karny. 1:1, wracamy do gry. I wtedy zaczęła się katastrofa Wojtka. Najpierw idiotyczny wyjazd z bramki, gdzie zderzył się z Balde (XDDD), a Pavlidis po raz drugi trafił do pustej siatki. Potem kolejny niewytłumaczalny ruch – faul na Akturkoglu i rzut karny dla Benfiki. Pavlidis z hat-trickiem, a my do przerwy przegrywamy 3:1. Patrzyłem na to wszystko i zastanawiałem się, czy Szczęsny przypadkiem nie pomylił boisk i nie grał w meczu oldbojów…

W przerwie chyba Hansi Flick krzyknął w szatni, że albo bierzemy się w garść, albo idziemy do domu. I faktycznie wróciliśmy na boisko bardziej zmotywowani, choć Benfica chciała nas dobić. Wtedy ich bramkarz, Anatolij Trubin, postanowił pobić Szczęsnego w rankingu „największe wpadki meczu” i wybił piłkę prosto w Raphinhę, a ta wturlała się do siatki. Cudowne szczęście, 3:2!

Myślałem, że to moment, w którym przejmiemy kontrolę, ale gdzie tam. Ronald Araujo, nasz stoper, postanowił dodać trochę dramatyzmu i wbił samobója po niezrozumiałej komunikacji ze Szczęsnym. 4:2, Benfica znowu odjeżdża. Ale właśnie wtedy Barcelona pokazała, dlaczego kochamy tę drużynę. Lewandowski kolejny raz nie zawiódł z jedenastki, a potem Eric Garcia wyrównał na 4:4 po pięknym strzale głową.

Końcówka to była istna wojna nerwów. Deszcz, śliska murawa i szarża Angela di Marii. Wtedy Szczęsny wreszcie pokazał, że potrafi być tym topowym bramkarzem, zatrzymując Argentyńczyka w kluczowym momencie. I co? W doliczonym czasie gry Raphinha dopełnił dzieła! Fenomenalne podanie, Brazylijczyk kończy akcję i mamy 5:4!

To był jeden z tych meczów, które zostają w pamięci na lata. Mimo że Wojtek zawalił, a obrona Barcelony momentami wyglądała, jakby była na wycieczce, to ofensywa z Lewego i Raphinhy zrobiła swoje. Wojtek, ogarnij się, bo Barcelona to nie jest klub, który wybacza takie błędy, a Flick nie jest z tych zapominalskich trenerów. Ale dzisiaj najważniejsze są 3 punkty i ten niesamowity charakter drużyny. Força Barça!

Wróć do „Hiszpania”