SS Lazio 1-2 AC Fiorentina - Serie A - 26.01.2025
Na Olimpico wielkie nadzieje, piękne tifo na trybunach, wszyscy z wiarą, że Lazio pokaże pazur, a tu dwa gongi w pierwszych 20 minutach i można się było załamać. Fiorentina, która ostatnio nie potrafiła wygrać z nikim, nagle zrobiła z siebie jakąś maszynę do gry – co to w ogóle było?!
Pierwszy gol? Gosens zagrał jak w najlepszych latach w Atalancie, a Adli? No dobra, nie powiem – strzelił ładnie, ale jak widzę, jak Provedel w bramce stoi jak wryty, to mnie coś trafia. Drugi gol – dramat. Dodo prawą stroną zrobił z naszej obrony wiatrak, a Beltran miał tyle miejsca, że mógł sobie wybrać, w który róg strzelić. Jakbyśmy tam zostawili pachołki zamiast obrońców, różnicy by nie było. Co oni robili na treningach przez cały tydzień? Pizza i oglądanie telenoweli, zamiast taktycznych nowinek?
A potem druga połowa... niby jakieś przebłyski, naciskamy, ale nic z tego nie wychodzi. Nawet jak DDG prawie sam sobie wbił gola, to i tak nie udało się tego wykorzystać. Serio, David, kocham cię za twoje lata w United, ale dziś dawałeś prezenty, a my jak dzieci, które nie potrafią ich odpakować. A co z tą czerwoną kartką dla Adliego? Chłop schodzi z boiska jakby odprawiał jakieś rytuały, dostaje żółtą, potem odkopuje piłkę i jebs, druga żółta. Ale co? Gramy dalej jedenastu na jedenastu, bo przecież już był zmieniony. Cyrk, a nie sędziowanie. Może ja czegoś nie rozumiem, ale to wyglądało tak, jakby sędzia zgubił gdzieś podręcznik zasad i działał na czuja. I jeszcze ta końcówka! W końcu coś drgnęło, Marusić ładuje kontaktowego gola, trybuny szaleją, każdy wierzy w remis. Ostatnia akcja, strzał, piłka leci, serce w gardle, a tu słupek, dźwięk tego pręta w ostatnich minutach meczu to najgorsze co można usłyszeć.
Nie mogę się pogodzić z tym, jak to wyglądało. Fiorentina nie była jakaś nie do zatrzymania, to my podaliśmy im ten mecz na tacy. Gdybyśmy zaczęli tak, jak graliśmy w ostatnich minutach, to wynik byłby zupełnie inny. A tak? Trzy punkty pojechały do Florencji, a my zostaliśmy z poczuciem, że to był jeden wielki zawód. Tragedia na boisku, emocje na trybunach, a my kibice Lazio musimy jakoś to przełknąć. Ale powiem jedno: Forza Lazio na zawsze, nawet po takich wieczorach.



