FC Barcelona (zbiorczy) (cz.2)

Awatar użytkownika
Precel
Lider Drużyny
Lider Drużyny
Posty: 1636
Rejestracja: 28 lis 2022, 12:56
Reputacja: 311
Kibicuję: TSW
Lokalizacja: Kraków

FC Barcelona (zbiorczy) (cz.2)

Post autor: Precel » 30 sty 2025, 8:30

FC Barcelona 2-2 Atalanta Bergamo - Liga Mistrzów - 29.01.2025

Ten remis to dla mnie mimo wszystko rozczarowanie. Mieliśmy wszystko w swoich rękach, idealny scenariusz – Liverpool się wyłożył, trzeba było tylko wygrać i zająć pierwsze miejsce. Wiadomo, że łatwiej powiedzieć niż zrobić, ale come on, graliśmy u siebie, byliśmy w gazie po demolce Valencii, to powinno być dopięcie tematu, a nie kolejny wieczór, po którym człowiek czuje tylko frustrację.

I to nie tak, że Atalanta zagrała jakiś kosmiczny mecz. Wręcz przeciwnie – przez pierwsze 45 minut można było spokojnie zrobić sobie herbatę, zerknąć na telefon, albo nawet przymknąć oko na kilka minut, bo na boisku nie działo się praktycznie nic. A przecież to Barcelona, to Atalanta, obie ekipy lubią grać do przodu, więc tu powinien być ogień, tempo, akcja za akcją. Nic z tych rzeczy.

Dopiero po przerwie coś drgnęło. Lewy-Raphinha-Yamal i ich firmówka – prostopadła piłka, gaz na skrzydle, wystawka na pustaka i gol. No i wydawało się, że teraz już tylko dobijemy Włochów, ale wtedy Barcelona zrobiła coś, co Barcelona w ostatnich latach robi zdecydowanie za często – pozwoliła rywalowi wrócić do gry. Ederson złamał nam kręgosłup atomowym strzałem, Gavi wyglądał przy nim jak dzieciak na placu zabaw, który pierwszy raz kopie piłkę.

Ale to jeszcze można było przełknąć. Okej, zdarza się, wielkie zespoły też tracą bramki. Później udało się odpowiedzieć – rzut rożny, Araujo, mamy to! I wtedy znowu, jakby ktoś napisał ten scenariusz w jakimś tandetnym serialu, Pasalić dostaje piłkę, ma absurdalnie dużo miejsca i pakuje ją pod Szczęsnym. Właśnie, Szczęsny…

No i teraz pytanie: czy to jego błąd? Na pewno wyglądało to paskudnie, ale też trzeba uczciwie powiedzieć – nie był największym winowajcą tego gola. Defensywa Barcelony zasnęła, Pasalić dostał mnóstwo czasu i miejsca, a Szczęsny po prostu nie dał rady tego wyjąć. Czy mógł zrobić więcej? Pewnie tak. Czy zawalił? Tym razem nie. I paradoksalnie – to był jego najlepszy mecz od dłuższego czasu, moim zdaniem. Po serii baboli w końcu wyglądał w miarę pewnie, nie robił idiotycznych wycieczek, nie odpalał podań w trybuny, po prostu bronił solidnie.

Ale co z tego, skoro kończymy z tylko jednym punktem. Nie przegraliśmy, ale też nie wysłaliśmy w świat tego sygnału, który tak bardzo chcieliśmy wysłać – że Barcelona wraca do roli dominatora. Dziś była szansa, żeby zamknąć gęby krytykom i pokazać, że dźwignie, transferowe cyrki i inne historie nie przeszkadzają nam w byciu topową drużyną. Zamiast tego – remis. Mało satysfakcjonujący, bez charakteru, bez puenty, której oczekiwałem od tak szykownej drużyny jaką jest Barça Flicka.

Wróć do „Hiszpania”