Wiele zależy co i jak pijesz. Jak się było młodszym, to można było dużo wypić, mało zjeść i być we w miarę dobrej formie następnego dnia.
Teraz tania whisky mi szkodzi, po pół litra następnego dnia zgonuję, ale 07 Jaegera albo porządnej to tylko lekkie konsekwencje. Muszę unikać piw apa/ipa i przede wszystkim ich mieszania z innymi, bo 5-6 i następnego dnia się źle czuję, ale 8 pszenicznych (takich samych albo podobnych) lub 8 moich ulubionych Zateckych i następnego dnia mogę w miarę normalnie działać. Wódki też unikam, ale jak wypiję więcej niż równowartość w nalewkach nawet opartych na spirytusie, to też nie ma żadnego problemu.
Edit: a, no i przede wszystkim tempo. Jak wyjebiesz szklankę najlepszego whisky na hejnał i butelkę dokonczysz w kilkanaście minut, to nic Cię nie uratuje
Do tego trzeba coś zjeść. Tak, żeby alkohol w żołądku się na chwilę zatrzymał i jego część mogła zostać rozłożona co mocno odciąża wątrobę, a w efekcie mniej się następnego dnia cierpi. Tylko tu jest haczyk, bo przy 8 godzinnym piciu nie wystarczy tak jak kiedyś się najeść przed imprezą i ewentualnie w trakcie kebsa jebnąć tylko trzeba w miarę regularnie co 2h coś temu żołądkowi dostarczyć. Chociażby równowartość dwóch porządnych kanapek.
Oczywiście każdy ma inny organizm i każdy musi próbować samemu co dla niego najlepsze, ale da się jak się nauczysz co dla Ciebie dobre i nie masz problemów zdrowotnych




ehh to nie jest używka dla starych ludzi