Jeżeli w oparciu o relacje kilku osób nagle kilkaset przestaje być przyjaciółmi i zaczyna się napierdalać albo na odwrót z napierdalania się i różnych chorych akcji po paru latach zostaje BFF, to nie trudno jest doszukiwać się biznesu za tego typu sprawami. Tym bardziej, że jest to środowisko przepełnione ego, testosteronem oraz ogromnym poczuciem własnej wartości i raczej łatwo nie wybacza. Owszem, kibic Wisły może przy okazji robić biznes z kibicem Legii i nie jest to argument na zaprzeczenie tej tezy. Jeżeli wśród biznesmenów trafi się kiedyś przy biznesie po obu stronach fanatyk, który ma spory problem do fanatyka z drugiej strony, to może być problem. Dlatego lepiej opakować to w zgodę, żeby ci fanatycy woleli sobie walnąć kielicha niż po mordzie.
Przy czym nie upieram się, że tak jest w rzeczywistości ani w przypadku poszczególnych zgód ani tym bardziej wszystkich grup kibicowskich. Po prostu niektóre sytuacje są aż tak kurewsko nielogiczne, że aż podejrzane, a tajemnicą nie jest, że wielu kiboli lubi sobie dorobić w mniej lub bardziej nielegalny sposób.



