Nawet spoko mi się oglądało 1 sezon Diuny. Dobre zdjęcia, ciekawa fabuła ze zwrotami akcji, brak pojebanych zbiegów okoliczności (albo nie rzucają się w oczy). Niezła produkcja, ale tylko niezła. Ze względu na godzinne odcinki męczyliśmy z Ewelinką ze dwa tygodnie, bo ciężko się było zabrać, a czasu zwykle starczało tylko na jeden, żeby w spokoju obejrzeć - mimo wszystko 40minutówki łatwiej gdzieś wpasować. Pomijając długość odcinków, takie 7/10.
Rzuciła mi się jednak w oczy inna rzecz, niezbyt związana stricte z serialem. Stagnacja. 10000 lat, a oni są w miejscu w którym byli. Taka sama architektura, brak skoków technologicznych, dalej nie mogą sobie poradzić z czerwiami (to nieco wyjaśnione w ostatnim odcinku, ale serio, nie mogą ich nakarmić jakąś atomówką albo wymyślić innej potężnej broni przez 10000 lat?), Fremeni jak byli tak są, brak syntetycznej przyprawy, itd., itd. Ale później zdałem sobie sprawę, że może właśnie to chcieli przekazać twórcy? Rządy oligarchów wspieranych przez religię, która służy tylko najsilniejszym. Trochę wieki ciemne naszej ziemi, ale trwające tysiące lat. Chociaż i tak nie wierzę, że w takim wypadku gdzieś w laboratoriach rebeliantów wspieranych cicho przez jakąś poniżoną rodzinę by nie powstał syntetyk przyprawy, nie wyczerpałaby się albo nie znaleziono by innej planety z takim samym lub podobnym związkiem. Jest to jakoś w książkach wyjaśnione?



