W zeszłym roku korzystałem z online, ale teraz weszły z tym jakieś ograniczenia prawne (tzn teoretycznie dalej mógłbym online, bo u mnie to "kontynuacja leczenia" hehe ) i znalazłem greendoctora do którego chodzę stacjonarnie. Wchodzę, mówię że migreny dalej dokuczają, on pyta ile chcę, w zależności od ilości mówi przez ile mam się u niego nie pokazywać (tak mniej-więcej 10 co miesiąc) i wychodzę zadowolony.NoName1989 pisze: ↑27 lut 2025, 22:44Tak z ciekawości to chodzisz do normalnego lekarza czy te online recepty?
Wiem brzmi to trochę żałośnie, bo to jest najzwyczajniejsza w świecie legalna dilerka (na której diler nawet nie zarabia, więc robi to 'w ramach idei' co jest fajne), no ale takie nam już nasi genialni politycy stworzyli prawo, że jak kupię 10 za 800zł z receptą to jestem legal, a jak kupię 10 za 400zł u ziomeczka to grożą mi 2 lata więzienia. Nie ja te durne prawo tworzyłem, ja w nim tylko funkcjonuję. Ale fakt że mamy legalną medyczną która jest bardzo łatwo dostępna, a jednocześnie nie mamy depenalizacji (chyba jako jedyny kraj Unii) pokazuje że ludzie którzy te przepisy tworzyli nie mieli pojęcia co robią, po prostu ugięli się pod presją posła Liroya (za co jestem mu bardzo wdzięczny, postawił krok ku normalności, szkoda że nie został żeby postawić kolejny i zrobić depenalizację).
Dla uzupełnienia depenalizacja oznacza zmianę klasyfikacji czynu z przestępstwa na wykroczenie, czyli w przypadku posiadania nielegalnej trawy nie groziłoby mi więzienia, tylko jakiś wysoki mandat. W całej Unii już tak jest, tylko w Polsce ciągle wsadza się za to do paki.



