U nas w zeszłym roku była sytuacja z dziewczynką na hulajnodze i kobietą na rowerze. Dziewczynka po przejechaniu 20 metrów zorientowała się, że zostawiła kask w sklepie, więc po niego zawróciła. Baba jadąca rowerem tak ją stratowała, że dziecku wylewała się krew z uszu, przez parę dni leżała w szpitalu, nie widziała i nie mówiła, a potem z dnia na dzień jak nowa. Jak się potem na jakimś spotkaniu przedkomunijnym widzieliśmy, byłam w szoku, że po czymś takim można tak szybko dojść do siebie.
No ale konkluzja jest taka, że czasem wystarczy chwila nieuwagi, żeby doszło do dramatu.
Zresztą, sama jestem jeszcze w lekkim szoku po tym:
Chłop nas minął parę sekund wcześniej. Z daleka widziałam, że pojebany, więc odsunęłam Zośkę najdalej, jak się dało, a ten za chwilę się rozwalił. Równie dobrze mógł wylądować na nas, bo aż go podrzuciło, kiedy nas mijał. I to jest moment. Wychodzisz na zwykły spacer i możesz nie wrócić.


