Czyli podsumowując ten artykuł, który chyba jest podsumowaniem afery. Pan Jerzy w 2011 roku wykupuje swoje mieszkanie z bonifikata 90% co daje circa about 12k złotych za calosc.
.Daniel Stenzel z Urzędu Miasta Gdańsk mówił, że pan Jerzy - dawny właściciel - w 2011 roku skorzystał z preferencyjnego prawa pierwokupu mieszkania komunalnego za 10 procent wartości. Mieszkanie kosztowało pana Jerzego około 12 tysięcy złotych
6 lat później Nawrocki odkupuje mieszkanie od pana Jerzego za ok 120k, co jest chyba w okolicach ceny rynkowej takiego mieszkania w tamtym czasie. Opłaca wszystkie rachunki z tego mieszkania a pan Jerzy dalej w nim mieszka.
.Według informacji, jakie uzyskała TVN24, Nawrocki z żoną zakupili mieszkanie w 2017 roku bez zaciągania kredytu. Umowa przedwstępna sprzedaży została podpisana z panem Jerzym już w 2012 roku. Wtedy państwo Nawroccy mieli przekazać ówczesnemu właścicielowi 120 tysięcy złotych
Na czym Nawrocki skorzystał? Na tym, że zapłacił cenę rynkową za mieszkanie, w którym poprzedni właściciel mógł dalej mieszkać? Serio?
Jedyna afera jaka tutaj zaistniała jest katastrofalna komunikacja sztabu Nawrockiego, do której sam się przyczynił mówiąc w debacie super expressu, że ma jedno mieszkanie.
Ze sprawy z której możnaby zrobić Nawrockiego bohaterem, zrobiono klasycznego śmierdzącego śledzia, którego podrzucono mu do kieszeni. No i ok. Za błędy komunikacyjne trzeba płacić.



