A ja zupełnie nie kupuję argumentu że przy zmniejszonym czasie pracy nagle zaczęlibyśmy być wydajniejsi. Niby jak, gdzie, kiedy? Na halach produkcyjnych masz dzienną normę do wyrobienia i nie ma zmiłuj, mniejsza ilość godzin = mniej wyprodukowanego towaru. W pracy takiej jak moja robota jest do wykonania i to od mnie zależy czy zrobią ją w 20 czy 60 godzin, jest płacone od efektów. W tych wszystkich biurach panie Grażynki spędzają 1/3 czasu na kawce i pogaduszkach, przy obciąciu godzin obciąto by im właśnie ten czas, w którym i tak się opierdzielają. Z kolej w przypadku pracy takiej jak przykładowo cloner, to zupełnie nie rozumiem dlaczego w 37. godzinie miałby być mniej wydajny niż w 15. godzinie w tygodniu, co mu się odleżyny na pośladach od siedzenia robią?
Skrócenie czasu pracy jak najbardziej, ale pieprzenie że to poprawi wydajność czy efekty nie spadną? Sory ale nie.



