Ale rzeczywiście jakby w tej Japonii sobie kilka sukcesów osiągnął, a potem poprowadził jakieś reprezentacje w Azji czy Afryce na turniejach kontynentalnych to byłaby fajna historia, o wiele ciekawsza niż ciągłe spadanie z polskiej karuzeli trenerskiej.
Swoją drogą ciekawe jakby było gdyby pan Kasperczak związał się z federacją egipską. Nie dogadał się, a Hassan Shehata ich przejął i wygrał trzy PNA z rzędu. Nie dowiemy się już nigdy.



