Nie pił alkoholu, był wegetarianinem. Dorobił się przydomku "El Lechuga" czyli po prostu sałata.
Po sezonie 1998/99 "wojnę" o tego zawodnika toczyły największe i najbogatsze kluby w Europie na czele z Manchesterem United i Realem Madryt. Roa powrócił jednak do Argentyny i został pastorem w pewnej wiosce oddalonej o ok 750 mil od Buenos Aires gdzie oprócz tego prowadził normalne życie farmera spokojnie czekając na mająca nadejść apokalipse.
Gdy okazało się, że w 2000 roku świat się nie skończył Carlos dał się namówić na powrót do Mallorci ale zaznaczył, że nie będzie grał ani trenował w sobotę przed zachodem słońca.
Jakiś czas potem zrezygnował z gry w Arsenalu (wiadomo czemu) i już bodajże, gdy grał w Albacete wykryto u niego raka. Nie była to pierwsza poważna choroba jakiej się nabawił ponieważ grając jeszce w Argentynie "dorobił się" malarii. Po skutecznej chemioterapii wrócił do ojczyzny gdzie po dziś dzień gra w klubie Olimpo de Bahia Blanca.



