Totalnie. Do pewnego momentu ta kampania była nawet fascynująca, ale teraz to już człowiek ma taki przesyt, że już dość.
Btw, opowiadałam Wam o akcji z samochodem dla moich rodziców, który okazał się potężnie uszkodzony. Osobą, która wzięła na siebie odpowiedzialność, okazał się ostatni diagnosta. I to w momencie, w którym uznaliśmy, że już walić całą tę sprawę. Zapłacił, zabrał samochód do siebie i powiedział, że kończy znajomość ze sprzedającym, bo to on miał to wszystko załatwić, ale olał sprawę, bo stwierdził, że firma i tak jest na córkę, więc jemu nikt nic nie zrobi


