Oj, zgadzam się. Nam wmawiano, że ćwiczy się dla ładnej figury, Wam – dla rozwiniętych mięśni, a aspekt zdrowotny był całkowicie pomijany. I w ogóle sport jest często przedstawiany na zasadzie "wszystko albo nic" – musisz napierdzielać więcej i więcej – hardkorowe treningi, coraz wyższe ciężary, bicie rekordów kilometrowych itd. Obserwuję w social mediach dziewczynę, która ćwiczy na siłce regularnie od lat, a ludzie się jej czepiają, że nie ma idealnie wytrenowanej figury – gdy tymczasem laska robi to dla zdrowia, nie dla idealnie zarysowanego brzucha. To samo było z jakimś typkiem na Twitterze, który wrzucił niedawno porównanie sprzed zaczęcia przygody z siłką – i te same komentarze – czemu mimo upływu lat nie ma półmetrowego bicka. Za dużo głupot z Bravo i internetu – i mamy efekty w postaci nierealnych oczekiwań wobec innych i siebie.Boromir pisze: ↑21 cze 2025, 8:27W końcu jakieś mądre podejście.
Ogólnie ludzie powinni zacząć myśleć o aktywności fizycznej właśnie jako wsparciu dla serducha na całe życie. To powinien być elementarz a nie, że sport jest dla tych co lubią albo chcą schudnąć.
Aktywność fizyczna ma być jak, nomen omen, sranie. Nikt sobie nie odmawia srania, nikt nie powie "dzisiaj to jestem zbyt zmęczony na sranie" albo "fajny mecz w TV leci to ja sie wysram jutro". Za to każdy z mądrą miną powie "ale się dobrze wysrałem" i każdy wie że "takie dobre sranie jest zdrowe dla mojego organizmu". Też każdy narzeka jak się za długo nie wysra i potrafi sobie zdiagnozować zaparcia czy biegunkę że to nie jest normalne.
A sportu ze wsparciem serduszka już nikt nie połączy 30 min dziennie, codziennie. To przecież często oznacza jakieś drobne wyrzeczenie w stylu odstawić telefon przy sraniu.
Z mózgiem też by należało pracować ale tu się niektórym poszczęściło i go nie mają.
Mnie działają na wyobraźnię różne filmiki, gdzie porównują starość osób, które w młodości były aktywne fizycznie i tych, które nie robiły nic. Jeden leży, nie jest w stanie się normalnie podnieść czy wejść po schodach, drugi jest mobilny i nie potrzebuje pomocy przy wstawaniu.
Oczywiście widok ojca po operacji serca rozwalił mnie najmocniej – i chcę zrobić wszystko, co mogę, żeby tego uniknąć. Wkurwia mnie to, że biorę leki 2x dziennie, ale podniosły mi komfort życia niesamowicie. Ale w tym obszarze myślę, że trzeba też pracować nad wiedzą u lekarzy - mojemu ojcu np. powiedzieli, że nie powinien dużo chodzić, biegać, jeździć rowerem, żeby serce się nie przepracowywało. No to co człowiek ma ze sobą robić dwa lata po operacji serca? Leżeć i gnić?


