A może romantyzują, bo się do tego mocno przywiązują? Kibicują swojej drużynie, wydają pieniądze na karnety, wydają pieniądze na wyjazdy, biorą wolne w pracy żeby pojechać na mecz, żyją tym non-stop, a nie tylko 90 minut w weekend. Owszem, kopanie piłki to praca, ale to praca generująca multum emocji, sympatii, antypatii. Chłop klepiący kebaby w budzie na dworcu też jest w pracy, ale rzeszy fanów raczej nie ma, a jak ma to ewentualnie kilka osób, którym smakuje jego rollo.
Jak kasjerka przejdzie z Biedronki do Lidla to każdy o niej zapomni. A jak przejdzie zawodnik x z United do City czy innej Barcelony do Realu to już reakcja będzie inna. A zarówno ta kasjerka jak i ten piłkarz tylko zmieniają miejsce pracy.
Piłkarz to zawód, ale trudno porównać to 1:1 do zawodów wykonywanych przez "zwykłych" ludzi.



