Mnie jak w sobotę złapało na rowerze gdzieś pod granicą litewską to było ciężko xD
jeszcze nie zdawałem sobie sprawy ile podjazdów czekało na mnie dookoła Suwalszczyzny. jak już wracałem do domu cały mokry, z kilkukrotnością mojego przeciętnego podjazdu do góry na Mazowszu i wiatrem na pysku to wiedziałem że będę miał na trochę dość.



