A to wątek jeszcze nie poruszony- rodzice. Zazwyczaj mocno roszczeniowi.
Dwa- mocno sfeminizowany zawód. Więc albo PRLowskie ostatki albo błyskawica w oczach i czarne piątki czy jak to tam się nazywa.
Jeżeli skończyłeś fizykę albo chemię... że o językach obcych nie wspomnę, to raczej nie po to, żeby tego uczyć w podstawówce.
Trzeba mieć serce do tego zawodu. Powołania nawet.
Plus papierologia. A miej jeszcze w klasie chłopca /dziewczynkę z dysfunkcją ( psychicznych od groma) lub z dysfunkcyjnego domu. Problemy z domu przynoszone do szkoły.
Ja tam nie widzę plusów żadnych i dlatego nigdy w tym zawodzie siebie nie widziałem.
Jasne, nie przeczę. Tylko to wpływa na tych co im się chce -demotywująco, nie?
Trochę jak z lekarzami czy pielęgniarkami. Dziurawy, niewydolny system i dlatego przymyka się oko na to, że ci biorą po kilka etatów.
W szkolnictwie szęściarz, kto jest matematykiem, fizykiem czy od angielskiego/innego języka obcego. Na zajęciach indywidualnych(korki) dobry grosz.



