Sevilla - Real Betis 0:2
Betis przystąpił do derbów Sewilli mocno osłabiony - za czerwień pauzował Antony, w meczu z Utrechtem kontuzję złapał Isco, kontuzjowani są też Lo Celso i Bellerin. W 1. połowie mecz był dość zamknięty, żadna z drużyn nie ryzykowała, choć Betis momentami starał się zakładać dość wysoki pressing, przy którym Sevilla gubiła się. Sytuacji bramkowych brakowało, dopiero w 32 min. Ejuke podał do Djibrilla Sowa, a Szwajcar łatwo ograł przed polem karnym Marca Bartrę, uderzył jednak niewiele nad bramką. W 37 min. najlepszą okazję do zdobycia gola w pierwszych 45 minutach miał zespół Pellegriniego - po prostopadłym podaniu strzał Ezzalzouliego efektownie wybronił Vlachodimis, a dobitka Fornalsa była niecelna. W 2. połowie Betis był już wyraźnie lepszy i w 54 min. objął prowadzenie po fatalnym błędzie Batisty Mendy'ego, który stracił piłkę przed własnym polem karnym, a Pablo Fornals w świetnej indywidualnej akcji ograł trzech rywali i uderzeniem po ziemi otworzył wynik. Chwilę później podwyższyć mógł Pablo Garcia, jego strzał z ostrego kąta obronił jednak Vlachodimos. W 69 min. po wrzutce w pole karne piłkę dostał zupełnie niepilnowany rezerwowy Sergi Altimira, mając dużo miejsca i czasu precyzyjnie przymierzył on pod poprzeczkę nie dając szans greckiemu bramkarzowi Sevilli. Goście nie cofnęli się do obrony, nadal byli lepsi, choć Sevilla miała szansę na kontaktowego gola - Akor Adams minął wychodzącego z bramki Alvaro Vallesa, ale Marc Bartra w ostatniej chwili zdążył wstawić nogę i zapobiegł utracie gola przez Betis. W końcówce bezpośrednią czerwoną kartkę dostał za brutalny faul Isaac Romero, a mecz musiał zostać przerwany na kwadrans z powodu rzucania przedmiotów na murawę przez sfrustrowanych kibiców gospodarzy. Po wznowieniu gry na szczęście nie było już incydentów.
Co ciekawe, jest to pierwsza wyjazdowa wygrana Betisu w derbach Sewilli od 2018 roku. Verdiblancos grają w tym sezonie bardzo solidnie w obronie i na razie przegrali tylko dwa mecze.



