W tym temacie chciałbym poruszyć problem, jaki niewątpliwie ogarnął Polskę od zarania dziejów piłkarskich. Dlaczgeo nasze talenty są tylko w cudzym - słowie.
Przedmiotem mojej wypowiedzi jest problematyka szkolenia młodzieży w Polsce.
Większość zawodników, wyjeżdżających za granicę powraca do kraju niczym zbity pies. Cały talent bierze w łeb na obczyźnie, a i po powrocie w kraju ojca i matki grać na wysokim poziomie już się nie da.
Dlaczego tak się dzieje, że zawodników grających na lepszym poziomie niż zwykły szary kopacz ligi polskiej jest znikoma liczba? Odpowiedzi można poszukać w systemie szkolenia od podstaw.
W Polsce szkół sportowych jest zaledwie cztery – Łódź, Szamotuły, Zabrze i Kraków. W klubach juniorów traktuje się z rezerwą. Dotacje płynące z kieszeni burmistrza, gminy, są inwestycją w pierwszy zespół. Trenerzy młodych piłkarzy zarabiają od 100 do 800 zł, co z pewnością jest kuriozalną sytuacją. Wyżywić rodziny z tego tytułu się nie da. Co za tym idzie, trener na co dzień pracuje w innym zawodzie. Na treningi przychodzi zmęczony, zamyślony, z problemami i nie przykłada większej wagi do wyszkolenia młodzieży.
Boiska, na których toczone są batalie wołają o pomstę do nieba. Chłopcy trenują na błocie bądź asfalcie. Powstały przy większych klubach sztuczne obiekty sportowe, ale żeby z nich korzystać trzeba mieć wypchany sowicie portfel. Nie dziwne zatem, że do klubów trafiają często chłopcy otyli, powolni, którzy i tak w sporcie osiągną co najwyżej poziom przeciętnego juniora bez perspektyw przebicia się chociażby do rezerw. Ważne, że rodzice przywiozą chłopaka na trening mercedesem, a trener dostanie kieszonkowe, co by nie zmienił zdania przy ustalaniu pierwszej jedenastki.
Najdziwniejszym jednak zachowaniem trenerów jest zakazywanie kiwania. Młody piłkarz ma się nauczyć walczyć o piłkę, być przygotowany motorycznie i fizycznie, natomiast technika leży i kwiczy. Przykład = Gadocha, Lubański, Pol nauczyli się dryblingu na … podwórku.
Efekty zaniedbań widzimy w telewizji. Wisła Kraków, Legia Warszawa, Amica Wronki padają jak jeden mąż ranione mieczem słabeuszy europejskich. Nie jesteśmy w stanie od 10 lat przebić się do Ligi Mistrzów. Budżety klubów są tak wysokie jak prezydent Polski, a wykształcenie trenerów woła o pomstę do nieba.
W Polsce na prawie 40 mln mieszkańców piłkarzy jest 200 tysięcy. W Holandii na 8 milionów 3 miliony to piłkarze, sportowcy. Statystyki mówią same za siebie. W Czechach szkółek piłkarskich jest 51, z czego najzdolniejsi trafiają do specjalnych ośrodków, w których są kształceni pod względem piłkarskim.
Jeżeli my, Polacy chcemy być kimś na arenie międzynarodowej, musimy podnieść te kulejące nogi i zacząć marsz na szczyt. Jeżeli tego nie zrobimy znów polski system spłodzi Rasiaka, który stanie się przedmiotem kpin, żartów, a nasze poczucie patriotyzmu zostanie zgwałcone przez hańbę, jaka niechybnie spłynie na nasze ramiona po kolejnym występie tego, co by nie powiedzieć, poplecznika Janasa.
Trafne jest więc stwierdzenie Michała Globisza – Najpierw pojawia się Małysz, a potem budujemy skocznie. A najgorsze jest to, że ja od 30 lat mówię to samo i nic się nie zmienia.



