Z mojej perspektywy: po co mi dom? Jestem singlem, dzieci nie mam i nie będę mieć. Samochodu nie mam. Mieszkam sam w mieście na osiedlu pamiętającym PRL, pierwsze piętro, park za oknem, sąsiedzi to głównie emeryci, więc cisza i spokój. Do pełnej spłaty mieszkania dwupokojowego zostało mi jakieś 100 tysięcy złotych i zbudowałem solidną poduszkę finansową. O transporcie publicznym w Poznaniu można sporo powiedzieć (niekoniecznie miłego), ale jednak wszystko nieźle skomunikowane - jak chcę gdzieś wyjść wieczorem, a mam swoje rozrywki, to nie ma żadnego problemu. I miałbym teraz wziąć jakiś wielki kredyt i budować się za miastem? Dla mnie nie ma to żadnych zalet.



