Mar w domu rodzinnym sprzątał co sobotę i był tak w tym zakodowany, że jak mu mówiłam, że możemy to ogarnąć w piątek albo w niedzielę, autentycznie wpadał w jakiś dziwny stan. Oduczenie go tego trwało długo – tzn. żeby się wyluzował i nauczył, że jak część zadań zrobimy innego dnia, naprawdę matka nie przyjdzie ze zjebką, bo i tak nas nie odwiedza.
W sezonie ligowym Zośka ma mecze w soboty lub niedziele, więc teraz w ogóle się nam to rozkłada, ale ogólnie mamy tak, że Mar rzeczywiście woli ogarniać swoją część raz w tygodniu, a ja, że mam do ogarniania głównie kuchnię, staram się większość rzeczy robić na bieżąco.
A to w blokach się nie sprząta i nie gotuje, wtf?
Ja bym wolała dom dla Marcina – bo jest fanem ogrodnictwa i miałby tam pole do popisu. Dla siebie? Sama nie wiem. Jak jestem u rodziców, to fajnie wyjść z rana na trawę albo poczytać na świeżym powietrzu, ale mnie przede wszystkim mieszkanie w blokach daje duże poczucie bezpieczeństwa. Oczywiście mój mózg widzi też scenariusz, w którym komuś pali się mieszkanie albo wybucha w nim gaz, ale i tak bardziej schizuję w domu rodziców na skraju lasu
No ale już pomijając moją chorą głowę – mam takie wrażenie, patrząc po otoczeniu, że dom jest jedną wielką skarbonką. Ciągle coś do zrobienia, remonty, ulepszenia, zmiany – i tak w kółko. Może macie inne doświadczenia, ale ja nie jestem w stanie znaleźć w swoim otoczeniu nikogo, kto np. przez cały miesiąc nie miałby czegoś do zrobienia „przy domu”. Ewentualnie musiałabym wybadać hiperbogatą koleżankę z klasy, która wyszła za mąż za równie hiperbogatego typa – bo oni mają pełną obsługę domu (sprzątanie, naprawy, ogrody, gotowanie itd.) – tutaj jestem sobie w stanie wyobrazić, że oni w swojej ładnej willi nie znają takiego tematu. Bo jednak większość moich znajomych czy rodziny nie ma domów wybudowanych pięć lat temu, tylko 50 albo 100.
No i jeszcze jeden aspekt – infrastruktura. Mieszkam w wieżowcach z lat 70 – w zasięgu dziesięciominutowego spaceru mam 6 szkół, 3 przychodnie, 2 weterynarzy, linię tramwajową, kilka linii autobusowych, trochę zieleni, dwa małe centra handlowe, ryneczek, siłkę i pełno innych miejsc usługowych. To duża zaleta w porównaniu do mieszkania w domu na obrzeżach miasta czy w ogóle poza miastem.


