Imo jednak system edukacji działa tak że nie odpowiada na współczesne problemy czy wyzwania. W powolny sposób adaptuje się też do nowych możliwości i to z różnych powodów, kwestie budżetowe, brak nauczycieli, dotychczasowa kadra która raczej ma bliżej do emerytury niż dalej, brak dopływu świeżej krwi a przede wszystkim wyjebongo przy kasie za jaką mają pracować. Do czego zmierzam to że w XXI wieku uważam że sposób omawiania lektur powinien jednak wpływać zachęcająco do czytania książek. Na pewno nie każdy tytuł da się tak omówić ale jednak mam wrażenie że praca z tymi książkami przez lata nie ewoluowała a patrząc na znajomość lektur przez kolejne roczniki (tylko moja obserwacja) to jakoś nie wydaje mi się żeby to było efektywne.
Z drugiej strony zgadzam się też z tym co napisałeś - tego też się nie czyta dla przyjemności a dla nauki analizy, interpretacji tekstu czy identyfikacji metafory tak żeby w dorosłym życiu wiedzieć kiedy ktoś z Ciebie próbuje zrobić debila i trzeba dać mu w mordę a kiedy stawia w pozytywnym świetle przyrównując do określonej postaci. Jakoś rozróżniać archetyp postaci trzeba, a do tego lektury nadają się idealnie (chyba).
Imo dużo zależy od samego nauczyciela, jak nie potrafi ciekawie tego przekazac to przynajmniej musi kurewsko tego wymagać (miałem taką polonistkę i dzięki temu trochę się do tych lektur przekonałem, a już na pewno po latach doceniłem) a miałem też taką która lektury próbowała dla własnej wygody zastąpić oglądaniem filmów - stracone trzy lata.



