1. Najpierw mi doliczają po 50gr na każdej butelce/puszce, więc np dzisiaj za zgrzewkę 6x wody i 4x puszki coli zapłaciłem o 5zł więcej.
2. Muszę wydzielić w kuchni specjalne miejsce na nie - a tego miejsca nie mamy na 52 metrach, więc dziś podjęliśmy z narzeczoną decyzję - UWAGA I TO JEST HIT - że wydzielimy je rezygnując z segregacji
3. Potem muszę zapierdzielać 1,5km do Dino z pełnym workiem butelek/puszek jak jakiś śmieciarz. O podjechaniu do Dino na rowerze z takim worem raczej nie ma co liczyć.
4. Potem muszę ustawić się z tym worem w kolejce do kasy (bo jak pisałem powyżej nie ma butelkomatu), co sprawia że kolejki robią się znacznie dłuższe (sprawdzenie przez panią takiego wora trwa dłużej niż zwykłe skasowanie zakupów).
5. Pani zobaczy że jedna z puszek po coli jest delikatnie zgnieciona, bo jak piłem to mi się mocniej ścisło - i już 50gr nie zostanie mi oddane.
6. Pani która centralnie przemacała przed momentem moje śmieci (resztki tych płynów potrafią się powylewać itd) tymi samymi łapami zaczyna kasować pomidory i mięso wyłożone na ladzie przez klienta za mną.
Ja pierd*le



