Na skrzyżowaniach, którymi przejeżdżam w miarę regularnie i na których nie ma zamontowanych sekundników, sam już wiem, kiedy nastąpi zmiana świateł. Nie jest to aż tak precyzyjne, ale pozwala ruszyć równo z zapaleniem się zielonego światła.
Z sekundnikami czy bez, ruch wygląda tak, jakby ludzie – mimo tylu automatów na drogach – męczyli się z wrzuceniem pierwszego biegu w momencie, gdy pojawi się zielone światło.
Koszty to też zabawny temat, patrząc na to, jak marnowane są publiczne pieniądze. Pisałem wcześniej o skrzyżowaniu w Szczecinie, z którego usunęli sekundniki, a zamontowali system kamer, który wyłapuje przejazd na czerownym. Ludzie domagali się ich przywrócenia, ale 325 tysięcy złotych przerosło miasto. Tyle miałoby kosztować siedemnaście urządzeń.



