Wydrukowali przy covid i widzieliśmy skutki w postaci dwucyfrowej inflacji. Oczywiście wpłynęło na to więcej czynników, ale dzisiaj też sytuacja na świecie może działać proinflacyjnie. Robienie czegoś, co ma jeszcze tę presję na złotego zwiększyć jest całkowicie wbrew podstawowemu celowi działalności NBP. I każdy kto zarabia w złotówkach powinien się temu sprzeciwiać.
Te działania nie mają sensu i całkowicie podważają wiarygodność Prezydenta. Nawrocki bawi się tutaj w polityczne przepychanki w intetesie partyjnym. Nic więcej.
Można kwestionować program unijny, bo to duża pożyczka, a Polska i tak ma już duży dług publiczny i deficyt budżetowy. Za duży. Ale jeśli ktoś proponuje taką "alternatywę" to niestety, ale interes Polski i Polaków wcale nie jest w jego serduszku na pierwszym miejscu. Obojętnie jakie hasła głosi przed kamerą i w mediach społecznościowych.
Poza tym 3% to nie jest duże oprocentowanie - ono jest na poziomie przybliżonej inflacji w spokojnych czasach. A że w euro? Trzeba dbać o swoją walutę, a w tak długim okresie wiele może się wydarzyć - być może wystarczająco dużo, by przyjęcie euro w Polsce jako waluty stało się ekonomicznie uzasadnione. Nigdzie nie będzie taniej. Nigdzie.
A mechanizm warunkowości? Jest w nim niestety trochę polityki, ale też jest on wyolbrzymiany - wszystkie środki publiczne przekazywane na jakiś cel mają jakieś warunki. Te z budżetu państwa polskiego też. Można je akceptować albo pieniędzy nie brać. Bez warunków mielibyśmy po prostu mnóstwo patologii w wydatkowaniu. Ale niektórych bardziej może boleć nie ten głośny warunek, tylko ten, że nie można tego wszystkiego wydać w USA.



