Czyli generalnie przypieprzanie się dla przypieprzania się. Ot, kolejny czwartek w polityce. Jedyne za co metaforyczny kij jej w oko, to że nie przeczytała porządnie tego co splagiatowała i dała się złapać navenomik pisze: ↑19 mar 2026, 11:48Ta osoba nie ubiegała się o to stanowisko, bo było to wzięte z planu osoby, która kilka lat wcześniej ubiegała się o analogiczne stanowisko w Łodzi. I dlatego wpadła - "Sprawa wyszła na jaw po tym, jak przeglądałam program Pani Ożóg, i tam zobaczyłam, że jest mowa o mieszkańcach Łodzi, a przecież nie ma w Opolu łódzkich mieszkańców." xD
Co do drugiej części - ten przygotowany dokument nie jest niczym wiążącym. Wprawdzie jest jednym z załączników dodanych przed podpisaniem umowy, ale ciężko, aby był czymś obligatoryjnym, skoro był pisany przed poznaniem pracowników czy poznaniem informacji niejawnych.
Samego dokumentu nie znalazłem. Linki już wygasły. Ale znalazłem sobie analogiczne dokumenty dla innych muzeów i wychodzi na to, że to taki dokument na około 15 stron, gdzie jest trochę konkretów (jak sugestie, z kim nawiązać kontakt, jakie powinny być wystawy czasowe), a jest trochę, za przeproszeniem, ogólnego pierdolenia:Jeśli ona sobie splagiatowała trzy strony takiego ogólnego pitu-pitu, to jakoś umiarkowanie mnie to rusza - w sensie w nawiązaniu do tego, czy powinna mieć dożywotniego bana na wszystkie prace w ramach administracji publicznej. Za większe przewinienia są degradacje na niższe stanowiska.Spoiler:
Inna sprawa, że pewnie dało się zauważyć, że nie jestem zwolennikiem dożywotnich kar (pomijając kwestie kryminalne), bo nie uważam ich za szczególnie resocjalizujące. Jeśli ktoś za swoje błędy był przez jakiś czas bezrobotny, a ostatecznie zleciał z pracą jako dyrektor ważnego muzeum / bycie wojewódzkim konserwatorem zabytków do pracy w urzędzie miejskim - nie wygląda najgorzej.



