Ciężki wieczór wczoraj. Przepłakałam pół drogi do domu, bo mimo wszystko mam poczucie, że ten dwumecz był do wygrania.
Ale dzisiaj już spokój w głowie. Jeżeli chodzi o oczekiwania wobec klubu, to nigdy nie wyciągam popularnego argumentu: „a 20 lat temu”, „pamiętajmy, z czego wyszliśmy”, ale jednak w tych okolicznościach myślę sobie o tym, jak to było kiedyś. Jak mieszkając na dzielnicy Włókniarza obrywałam za szal Rakowa. Jak jeździliśmy z ojcem na tę czwartą ligę, z dziwnymi wyjazdami włącznie. Jak moim ulubionym żartem było, że kiedyś zagramy z United. Nie wiem, co przyniesie przyszłość, ale wiem, że tych wspomnień i tych przeżyć nikt nam nie zabierze.
Football, bloody hell.


