W sumie to zaczyna mnie to już lekko przerażać. Pamiętam jak za czasów mojego gimnazjum, wczesnego liceum maczety w Krakowie to był temat skrajny, temat tak naprawdę mem. Przedwczoraj wyszedłem na rynek z ekipą z pracbazy i tylu bójek, krzywych akcji (właśnie ze sprzętem) ilu byłem świadkiem to chyba nigdy mi się nie zdarzyło być. Nie chcę zabrzmieć jak ksenofob, ale zgadnijcie jaki język było słychać w większości tych sytuacji. A potem taki Saszka z innym Ljoszą powie, że on nie podumal i on nie chaciał tak zdjelać.
Planty i pół ławek zajętych przez zagazowanych typów i lejących mu mlekiem po twarzy kolegów/koleżanek to jest obraz nocnego życia w Krakowie. Przykre to wszystko. A przedłużacz to chyba każdy małolat nosi na imprezy. I weź tu idź na miasto. My żeby się bawić szliśmy się napić nawet z randomami. Teraz randomom to się albo daje gaz na ryj, albo straszy nożem, tak się bawimy.



