1/4 finału, mecz rewanżowy
Nottingham Forest - FC Porto 1:0 (Gibbs-White 12'), pierwszy mecz 1:1
Kto wie, jak potoczyłby się ten mecz, gdyby nie czerwona kartka dla Jana Bednarka już w 8 min. za atak wyprostowaną nogą w kolano Chrisa Wooda. Porto jako pierwsze stworzyło sobie dobrą sytuację bramkową, po kilkudziesięciu sekundach w sytuacji sam na sam strzał Moffiego obronił Ortega, a William Gomes dobijał wysoko nad bramką. Po czerwieni dla Bednarka gospodarze ruszyli do ataku i zdominowali resztę 1. połowy, już w 12 min. obejmując prowadzenie - Gibbs=White dobrze uderzył z dystansu, ale wyraźnie pomógł mu rykoszet, który zmylił Diogo Costę. Przez resztę 1. polowy Porto miało problem by zawiązać jakąkolwiek sensowną akcję ofensywną, a gospodarze napierali chcąc rozstrzygnąć losy dwumeczu. W 37 min. bliski zdobycia gola był Murillo, po jego uderzeniu po ziemi piłka o centymetry minęła prawy słupek bramki Porto. W przerwie włoski szkoleniowiec Smoków dokonał aż czterech zmian i przyniosło to efekt w postaci zdecydowanie lepszej niż w pierwszych 45 minutach gry gości. O ile w 1. połowie przewaga liczebna Nottingham Forest była wyraźnie widoczna, o tyle w drugich 45 minutach obraz gry wyrównał się. Gospodarze zaczęli ofensywnie i pod bramką Diogo Costy robiło się gorąco, ale z czasem Porto robiło się co raz groźniejsze. W 59 min. Sekou Fofana dograł do Williama Gomesa, który uderzając z kilku metrów trafił w poprzeczkę, a żaden z jego kolegów nie miał szans na dobitkę. W 76 min. gospodarze byli bliscy rozstrzygnięcia losów rywalizacji, jednak Diogo Costa popisał się świetnym refleksem na czas wyciągając rękę by obronić strzał Igora Jesusa. W 84 min. Smoki po raz kolejny obiły poprzeczkę, tym razem trafił w nią uderzeniem z dystansu William Gomes. W doliczonym czasie gry mógł paść gol dla Forest - po strzale Igora Jesusa i rykoszecie piłka wylądowała na poprzeczce.
Duży sukces wracającego do europejskich pucharów Nottingham Forest, ale w półfinale faworytem będzie raczej Aston Villa, która rozbiła w dwumeczu 7:1 Bolognę i znacznie lepiej radzi sobie w Premier League.



