Nie zgrywają się rodzice, żeby każdy co jakiś czas zgarniał 3-4 dzieci z okolicy albo z wybranego punktu? Łatwiej jest dowieźć dziecko nawet te 20 kilometrów w dane miejsce na daną godzinę, żeby ktoś je zgarnął, a później tylko odebrać. I oczywiście odwdzięczać się tym samym. To by wychodził jeden wyjazd na miesiąc, a nie cztery.
Edit: oczywiście mówię o rodzicach, którym brakuje czasu lub nie chcą go poświęcać aż tyle. Są i tacy, którzy po prostu jeżdżą, bo to lubią i chcą spędzić z dzieckiem więcej czasu, czy też go dodatkowo motywować. Można też taką osobę poprosić o zabranie dzieciaka i ewentualnie dorzucić się do paliwa.



