Tak, mamy tutaj grupkę z jednej miejscowości. W sumie stamtąd przewinęło się u nas 5 zawodniczek, teraz są dwie, i rodzice wożą je na zmianę.Mr.Chris pisze: ↑05 maja 2026, 11:56Nie zgrywają się rodzice, żeby każdy co jakiś czas zgarniał 3-4 dzieci z okolicy albo z wybranego punktu? Łatwiej jest dowieźć dziecko nawet te 20 kilometrów w dane miejsce na daną godzinę, żeby ktoś je zgarnął, a później tylko odebrać. I oczywiście odwdzięczać się tym samym. To by wychodził jeden wyjazd na miesiąc, a nie cztery.
Pozostałe to już duże rozsianie po różnych kierunkach.
Akurat nikogo nie cytowałeś, więc nie wiem, do czego i do kogo konkretnie się odnosiłeś
Zależy, jakie kto widzi korzyści – dla niektórych to będzie widok córki w koszulce reprezentacji, dla innych to, że nie będzie unikać ruchu. Moja przyszłości z piłką nie wiąże i też nie rokuje zupełnie. Zresztą na 20 dziewczynek z jej kategorii to max 3 mają jakikolwiek potencjał na więcej.johny batonik pisze: ↑05 maja 2026, 12:03Pytanie tylko czy jako rodzic powinniśmy realizować tylko i wyłącznie pasje dziecka, nie zważając na to, że jest to nieopłacalne na dłuższą metę, czy próbować kształtować go w kierunkach, które mogą mu dać jakieś korzyści w przyszłości?
To też zależy od konkretnej sytuacji. Mamy takich z trójką grających w piłkę dzieci i dla mnie ich logistyka działania jest po prostu szalona – ale dają radę.
Mamy też bardzo dużo przypadków, gdzie tylko ojcowie się angażują, a ich byłe czy aktualne żony nie chcą nawet raz na pół roku dziecka przywieźć na mecz. I z drugiej strony – mamy parę matek, których partnerzy jeżdżą na tirach i ich po prostu ciągle nie ma.
Takich przypadków, jak my z Marcinem, gdzie jesteśmy oboje zaangażowani – są ze 3. Większość musi ogarniać to wszystko samodzielnie i ja się nie dziwię, że nie każdemu się to uśmiecha.
Przecież pisałam, że my taki styl życia akceptujemy i lubimy, ale są osoby wokół nas, które tego nie rozumieją i mają problem, że trudno się z nami umówić. Ja, jak chcę, zabiorę sobie książkę albo konsolę na trening i porobię coś sensownego. Ba, na trybunach powstały dwie moje książki
Bardzo nietrafione, bo akurat Zośka jest jedną z najbardziej samodzielnych dziewczynek i w klasie, i w drużynie, a jedyne, czego nie robi tak, jak niektóre jej koleżanki, to nie jeździ sama do Galerii Jurajskiej, bo jej na to nie pozwalam i nie nagrywa filmów na TikToka.
Ostatnio jedna z dziewczynek przyniosła babeczki z okazji urodzin, trenerka zapytała, czy ktoś jeszcze umiałby sam coś upiec i zgłosiła się tylko moja
Dodatkowo: złapała zajawkę na k-pop, więc zaczęła pisać i nagrywać piosenki, uczy się koreańskiego, a w szkole podjarała się programowaniem, więc zaczęła też tworzyć własne gry. Czy coś z tego będzie jej przyszłością? Pojęcia nie mam, ale wspieram we wszystkim i nie truję jej, że nagrywanie muzyki albo robienie gier nie ma żadnej przyszłości, bo to są jej sprawy do odkrywania. Zresztą do piłki też podchodzimy podobnie – ona absolutnie nie należy do grona tych rokujących, ale moim zdaniem aktywność fizyczna to jest supercenna sprawa.
Ja nie wiem, dlaczego to ma źle świadczyć o dziecku, że ma rodziców, którzy oglądają, jak gra w piłkę. Nie jest nas dużo – tylko kilkoro rodziców ma tutaj konkretną zajawkę na to, ale ani nie oceniam źle tych, którzy na treningach i meczach są, ani tych, których nie ma. Każdy układa sobie życie po swojemu i jeżeli oni w tym czasie robią zakupy kilometr dalej, a ja na trybunach rozwiązuję krzyżówkę – jeden ciul.


