Miałem niesamowite szczęście i jak to się ładnie z angielskiego mówi przywilej być na tym meczu i jest to coś, czego wokół tego nigdy nie doświadczyłem. Moc całego stadionu jeszcze przy przywitaniu autokarów (szczególnie Atleti), doping cały mecz, stadion był elektryczny. Coś na co jako kibic czekałem 20 lat, od samego początku swojego oglądania tego klubu praktycznie (05-06 to był pierwszy świadomy sezon oglądania), jest moc. I wiem, że ogólnie doping w premier league to inna bestia niż w świecie ultrasów w Polsce a nasze chlopczyki z Ashburton Army to dzieci przy organizacji tego co jest w PL, ale no w takich meczach taka atmosfera się po prostu tak udziela wszystkim ze było zajebiście.
Ogólnie mało mnie interesuje styl w jakim jest to robione, wczoraj widziałem żelazna defensywę ale to my tak naprawdę robiliśmy większość akcji i jednak próbowaliśmy atakować, dużo Eze pchał do przodu, Saka mocno wszystko rozruszał. Potem sporo się zmieniło bo były duże zmiany, Arteta zarządzał tym meczem i podjął ryzyko robiąc znowu 3 zmiany w 60. minucie co zadziałało z Fulham ale jednak obawiałem się, że wczoraj może nie zadziałać.
Ostatecznie przeżyłem swój najpiękniejszy wieczór kibicowski w życiu i jestem niesamowicie szczęśliwy. Arsenal w swojej historii był w 4 półfinałach LM, a Arteta zrobił połowę z nich a teraz zrobił jeszcze drugi w historii finał Pucharu Europy. No nie da się tego nie szanować. To coś pięknego i nikt nam tego nie odbierze.



