Na majówkę wybrałem się na Łotwę, głównie żeby zwiedzić Rygę i średniowieczne zamki Zakonu Inflanckiego, ale w niedzielę rozgrywany był w Rydze mecz mistrza z trzecią drużyną ubiegłego sezonu Virsligi, nie mogłem więc tego pominąć. Niestety, w lidze łotewskiej nie ma już żadnej z drużyn będących niegdyś głównymi siłami rozrywek - Dinaburg został wykluczony za korupcję, później zbankrutowały Skonto Ryga i Metalurgs Lipawa, a w końcu także znany z bojów z polskimi drużynami w Europie Ventspils. Mistrzem jest obecnie Riga FC, która ma jednak groźnego lokalnego rywala, RFS. Stadion Skonto, będący dziś domem aktualnego mistrza Łotwy, jest nietypowo położony blisko centrum miasta, wśród zabudowań. Niewielka grupa kibiców gospodarzy prowadziła zorganizowany doping zza bramki, większość widzów siedziała na południowych sektorach. Na plus dobrze zaopatrzony sklepik Riga FC na stadionie, na pamiątkę kupiłem sobie szalik.
Riga FC - FK Liepaja 1:0 (Iago Siqueira 66')
W obu zespołach grało mnóstwo obcokrajowców - w drużynie z Rygi Brazylijczycy, kostarykański pomocnik Orlando Galo czy gambijski napastnik Muhammed Badamosi, u gości m.in. Mauretańczyk Amar Haidara czy Iworyjczyk Rodolphe Ekou. Z bardziej znanych piłkarzy łotewskich, na środku obrony zespołu z Rygi występuje wielokrotny reprezentant Łotwy i były piłkarz Lecha Poznań Antonijs Cernomordijs. Drużyna z Lipawy, będąca nieoficjalnie kontynuatorem tradycji rozwiązanego w 2013 r. Metalurgs Liepaja, rozpoczęła mecz odważnie, atakując i próbując zakładać wysoki pressing. Piłkarze Riga FC dość szybko opanowali sytuację i przejęli inicjatywę, ale ich ataki pozycyjne długo nie prowadziły do sytuacji bramkowych - sporo było podawania w środku pola bez odpowiedniego przyspieszenia i pomysłu na zaskoczenie rywala, a także niecelnych wrzutek. Liepaja próbowała odpowiadać kontrami, w których aktywnie pokazywać starał się Amar Haidara. W 43 min. było blisko gola dla gospodarzy - Reginaldo Ramires uderzył z ostrego kąta obok wychodzącego bramkarza Danijela Petkovicia, jednak jeden z obrońców Lipawy wybił piłkę sprzed bramki. W 45 min. gospodarze zmarnowali jeszcze lepszą okazję - po zgraniu w polu karnym Badamosi uderzył nad bramką z kilku metrów. Po przerwie stołeczni atakowali coraz groźniej - kilka minut po wznowieniu gry w zamieszaniu podbramkowym obili poprzeczkę. Goście odpowiedzieli dobrą kontrą, w której Nigeryczyk Ogunniyi sam popędził na bramkę, jednak jego strzał obronił Krisjanis Zviedris. W 64 min. Caio Martins trafił z dystansu w słupek bramki gości, a jeden z jego kolegów stojący tuż obok słupka był tak zaskoczony, że piłka odbiła się od niego i nie zdołał jej dobić z metra do bramki. W 66 min. padł jedyny gol meczu - Brazylijczyk Iago Siqueira pięknie przymierzył z dystansu. Lipawa próbowała odpowiadać, ale próby budowania ataków pozycyjnych szły im kiepsko. W 86 min. gospodarze byli bliscy podwyższenia prowadzenia - po uderzeniu z dystansu w wykonaniu Oulada M'Handa i chyba lekkim rykoszecie bramkarz gości Danijel Petković popisał się dobrą obroną.
Ogólnie rzecz biorąc, taka Riga FC może utrzymałaby się w Ekstraklasie, kilku piłkarzy ma tam przyzwoite indywidualne umiejętności. Obecnie są na trzecim miejscu w tabeli Virsligi, dwa punkty za Audą i RFS. Zespół z Lipawy był niestety wyraźnie słabszy, sądząc po ostatnich wynikach i grze raczej nie powtórzą trzeciego miejsca z ubiegłego sezonu i wrócą do środka tabeli, gdzie spędzali większość ostatnich sezonów.



