W niedziele sobie fajnie wstanę na kacu i obejrzę mecze, a w ten poniedziałek o 20 miałem grać w piłkę. Myślę, że to odpowiedni argument za niedzielą.
Szkoda mi ludzi, którzy zaplanowali sobie weekend we Włoszech by obejrzeć na żywo mecz (w Turynie, Rzymie, Genui czy Como), bilety kupowali w ciemno, a w poniedziałek mają lot powrotny. Takich osób może być sporo. Mamy czwartek, a dopiero dzisiaj w godzinach popołudniowych mają zapaść ostateczne decyzje. Z jednej strony kocham Włochy i kupuję ich wraz z tym całym niezorganizowaniem i wiecznym "dopo" (sam poniekąd taki jestem), ale teraz to już naprawdę mamy cyrk najwyższych lotów.



