Przyjmuję w imieniu chłopaków i sztabu którzy na to zapracowali.
Piękny to był dzień wczoraj, nie zapomnę go nigdy. Fajnie też spięty ten sezon klamrą dla Jesusa, który strzelił bramkę. Nie wiem, czy ostatecznie nie spędził więcej czasu będąc kontuzjowanym niż zdrowym w swojej karierze Arsenalu, ale swoje dołożył do tego sukcesu. Czas na podsumowania jeszcze przyjdzie, póki co jest czas na krótkie świętowanie i przygotowywanie się do być może największego pojedyńczego meczu w historii tego klubu od 2006 roku - finału Ligi Mistrzów.
A póki co moje ulubione zdjęcia z wczoraj






