Ja pamiętam, jak kiedyś skusiłem się na te wielkie, czerwone truskawki w Carrefourze w środku zimy. No człowiek uwielbia, zobaczy na półce, wie, że importowane, ale myśli, że może poczuje trochę lata w gębie. No to kupiłem, zapłaciłem sporo, bo wiadomo, że zimą to nie są tanie rzeczy, a jak przyszło do jedzenia, to jakbym jadł wodę w postaci stałej. Nic, zero smaku, null.
Od tamtej pory się uprzedziłem do jakichkolwiek importowanych truskawek, czekam na polskie albo kupuję mrożone.



