Arsenal to chociaż pozostawał w grze przez 120 minut z groszami. Inter się posypał jak Jenga na imprezie o 4 nad ranem.
Co nie zmienia tego, że już nie ma co męczyć buły. Kanonierzy przegrali i tyle, ani tam nie było jakichś wyraźnych kontrowersji sędziowskich na ich niekorzyść, mieli jedną świetną okazję i ją wykorzystali. PSG trafiło na świetnego Rayę. Oby za rok był ciekawszy finał.



