Jak wczoraj z Wrocławia wracałem pociągiem to ludzie wstali jak było jeszcze z 25 km od Poznania.
W samolocie przynajmniej mogę zrozumieć, że ludziom się wydaje że zaraz drzwi otworzą i wyjdą 15 minut przed tymi co są na końcu. A w pociągu, który ma konkretną godzinę wjazdu na peron i można co najwyżej z minutę zaoszczędzić wysiadając szybciej - dziwne to.



