Moją największą pomyłką podróżniczą było pomylenie lotniska Schonefeld z Tegel. Sam kupowałem bilet i nie wiem, jak mogło mi się tak popieprzyć. Obyło się bez konsekwencji, bo na ostatnią chwilę zdążyłem dojechać na drugie lotnisko.
Raz też zdarzyło mi się zgubić bilet podczas kontroli na bramkach w Hiszpanii, a były to czasy, gdy trzeba było mieć go fizycznie przy sobie. Jakoś udało się to wyjaśnić i przeszło to, co miałem na telefonie. Wcześniej był problem z dostaniem się na lotnisko, podwiozła mnie właścicielka mieszkania airbnb, dodatkowo lot mocno się opóźnił. Zaraz po starcie, słysząc krzyki i piski ludzi, gdy wydawało się, że samolot zaczyna spadać, przeklinałem się w duchu, że nie zauważyłem tak oczywistych znaków, żebym tego dnia nie wsiadał na jego pokład. Później przez cały lot zarzekałem się, że więcej nie skorzystam z tego środka transportu, ale szybko złamałem tę obietnicę.



