Dziś pierwszy mecz Mundialu, ale jakoś totalnie mnie to nie grzeje. Pewnie gdyby nasi awansowali to byłby jakiś bodziec żeby 3 razy włączyć odbiornik i albo machnąć ręką, że wyszło jak zawsze albo przez chwilę być świadkiem zbiorowego, narodowego pompowania balonika. Biało-czerwonych jednak nie ma, gra pół świata, godziny są jakie są. W sumie dla mnie te MŚ to będzie taki turniej w tle. Jak znajdę czas i będzie mecz o przystępnej godzinie to może rzucę okiem, ale jakoś specjalnie się nie nastawiam.
Piątek 21:00 to niezła godzina na obejrzenie meczu, ale Kanada z Bośnią jakoś nie przyciągają specjalnie mojej uwagi. Katar ze Szwajcarią na sobotni wieczór też nie brzmi jak plan idealny. Haiti vs Szkocja w niedzielę o 3:00 w niedzielę - fajny meczyk nawet, raczej rzadki okaz, ale czy będzie mi się chciało zarywać noc? Później Niemcy z Curacao i Holandia z Japonią. No dupy nie urywa, ale Kukuryku może z sąsiadami bym obejrzał.
Dziś mecz otwarcia. Dwa dni temu minęło równo 20 lat od Niemcy vs Kostaryka i Polska vs Ekwador. Te mecze pamiętam doskonale. Późniejsze mecze otwarcia, poza tym z 2010 roku w sumie, to jakoś mi umknęły z pamięci. Nawet nie mam pewności, że je oglądałem. Teatr dla gojów.



