Być może
Aczkolwiek w tej akurat kwestii ma moim zdaniem zdecydowanie rację.
Gdyby ten kołek Otamendi nie podłączył Francji do prądu gdzieś tam w okolicach 75 minuty to Argentyna by easy wygrała w regulaminowym.
Gdyby Terry się nie poślizgnął na kałuży w 2008 roku to by Ronaldo nie wygrał LM z MU i jeszcze w dodatku byłby głównym winowajcą porażki bo to on wcześniej jako jedyny nie trafił przed Terrym.
Gdybylogię zawsze można stosować
Ja oczywiście mogę się częściowo zgodzić. Wygranie Mundialu nie jest warunkiem koniecznym do bycia najwybitniejszym goatem. Sam też tam broniłem Messiego w czasach gdy nie było oczywiste że ten Mundial wygra. Tak czy inaczej jeżeli Ronaldo nie musi niczego udowadniać to Messi tym bardziej bo staty ma równie imponujące i jeszcze w dodatku wygrał wszystko co było do wygrania. Już nie przesadzaj w kwestii team supoort. Ronaldo też miał świetnych kolegów wspomagających w swoich zespołach. I to w dodatku nie zawsze potrafił do docenić. Modricia na pewno nie doceniał gdy szczuł go własną niezrównoważoną siostrą.
I nie zgodzę się że Argentyna miala takie bajeczne składy i obowiązek wygrywania turniejów wcześniej. Taką tworzono narrację ale ja tam przez większość kariery Messiego nie widziałem nie wiadomo jakiego potencjału u albicelestes. Przykładowo najsilniejsza Argentyna jaką pamiętam przed tą obecną to chyba Argentyna z MŚ 2006 gdy Messi dopiero wchodził jako nastolatek. Potem na paru nastepnych turniejach włączałem chcąc zobaczyć chociaż namiastkę gry Argentyny jak w Niemczech 2006 ale zwyczajnie to nie było to. Skład co najmniej o 20 - 25% słabszy, czasem jacyś debile w roli trenerów jak np Maradona.
Można się przerzucać w nieskończoność. Widzę że lata minęły ale obaj jesteśmy tam gdzie byliśmy 20 lat temu i później. Skrajnie po przeciwnych stronach barykady



