W sumie myślałem, ze ciężek będzie to przetrwać. A tak wybrałem się wczoraj z koleżanką na spacer z psem w takim najgorszym momencie - koło 13.30. Najpierw w jedno miejsce, potem pojechalismy w drugie miejsce. Potem pojechalismy do sklepu - ja miałem wejść kupic wiatrak, a ona dać wody psu. Ale ten nie chciał wyjść z auta (chyba się bał, że będzie trzeci spacer ;] ), więc ostatecznie pies to zniósł gorzej od nas - mimo że się chłodził regularnie w jeziorze.
Gorzej było sobie w tych warunkach zrobić trening taneczny - zwlaszcza, że ćwiczyliśmy sporo podniesień czy figur poza balansem - to już z nas bardzo szybko kapało, a biała bluzka stała się przezroczysta od potu. Ale wciąż - spodziewałem sie, że odczucia będą znacznie gorsze.



