Wach jeszcze jakiś kawałek renomy musi mieć. Albo taśmy solidne na kogoś. No bo nie wiem jak inaczej wytłumaczyć fakt, że gość między walkami na jakichś freakowych galach albo sali gimnastycznej w Dzierżoniowie wychodzi do ringu z Itaumą, Lereną czy Machmudowem. Kompletnie nie do ogarnięcia. OK, jest duży, nazwisko dość znane w świecie, ale chłop nie zadaje ciosów. I może w tym jest rzecz najważniejsza - Fury nie ma kompletnie żadnego ryzyka wtopy, ludzie przyjdą, pieniążki zbiorą dla potrzebujących i wszyscy opuszczą Tajlandię zadowoleni.
Co nie zmienia faktu, że zestawienie Fury vs Wach brzmi abstrakcyjnie
PS. Wyjątkowo dziwny był ten eliminator do Gypsy Kinga



