No i miesiac stuknal. W czerwcu udalo sie przebiec 130 km, byloby pewnie ponad 150 km, gdyby nie temperatury w miniony weekend, przy ktorych sie zyc odechciewalo, nie mowiac juz o jakimkolwiek bieganiu - to byloby bez sensu.
Dodatkowo jestem zadowolony, bo wczoraj udalo sie na raz przebiec 15 km z przewyzszeniami, a i zdarzylo sie na luzaku zrobic 10 km w tempie ponizej 5:30. Nie sa to wielkie rzeczy, ale jak na pierwszy miesiac po dlugiej przerwie to nie jest zle.
Mimo wszystko widze po sobie, ze regeneracja jest juz dluzsza niz pare lat temu i zlapanie tempa, do ktorego bylem przyzwyczajony zajmie mi wiecej czasu niz sie spodziewalem. Mimo wszystko plan na polmaraton aktualny. Maraton musze jednak zrewidowac i zamiast tego jesienia zlapie jeszcze jakis polmaraton w Polsce, a na krolewski dystans przez zime sie przygotuje i tez wybiore cos fajnego, moze poza Polska.
Plan na lipiec to osiagniecie 200 km miesieczniec i przynajmniej raz zrobic te 20 km gdzies w lesie po pagorkowatym terenie.



