Tuchel, Tuchelem - możesz zatrudnić pierdyliard zagranicznych coachów w klubach, ale Anglicy jako nacja dalej nie mają żadnej wartościowej piłkarskiej tożsamości i to wychodzi w takich momentach. Zostają stereotypy o 'niesamowitej intensywności', gdy w meczu z Norwegią zasadniczo Anglicy w drugiej połowie zdychali i mieli szczęście, że Nyland odwalił babola, co ustawiło dogrywkę, i 'twardej grze' - w czym zasadniczo przegrali z Argentyną. Świetni piłkarze i mogliby grać lepiej, wiadomo, nie powinni tak głęboko się cofać (Tuchel im zabronił wymienić więcej niż kilka celnych podań przez kilkanaście minut?) - ale Hiszpania może grać lepiej lub gorzej, ale będzie grać jak Hiszpania, no i to samo ma zastosowanie do Anglików.
39-letni Messi grający 3 półki wyżej niż Kane po życiowym sezonie i Bellingham w prime.
Tak, Spence tam jeszcze łapie się za drugą nogę, a nie tą, którą miał Messi dotknąć, o czym tu gadać.



