gdybym mial porownac wczorajszy mecz z Legia w Szczecinie do tego z ubieglego sezonu to zaprezentowalismy sie nieco lepiej, generalnie mam wrazenie ze w naszej ofensywie jest pewien potencjal
poczatkowo wydawalo mi sie ze sedzia gwizdze pod Legie bo nad golem strzelonym ewidentna reką debatował dobra minute, Borgesowi od razu wlepil zółtko tylko za podbiegniecie do rywala probujacego ekspresowo wykonac SFG podczas gdy Kapustka w 35 minucie mial juz 4 odgwizdane faule bez kartki, ponadto raz odgwizdal rzekomy faul w ataku na 30 metrze (powtorki nie pozostawiały zludzen) gdy mielismy przewage liczebna, ale potem legionisci widzac takie akcje poszli juz na calosc markujac nasze przewinienia, na przyklad po jednej z wrzutek w nasze pole karne wszyscy znajdujacy sie tam gracze rywala padli na glebe jak jeden mąż domagajac sie jedenastki wiec chyba Frankowski widzac ten brak umiaru przestał łasić sie do stolicy zeby nie wyjsc na idiote
niestety lekcji ktorej do tej pory nie odrobilismy to spryt i cwaniactwo, rzucily mi sie w oczy dwie sytuacje, podczas pierwszej legionista nurkuje w naszym polu karnym jakby mu noge urwało, leży i macha grabiami domagajac sie sprawiedliwosci ale gwizdek milczy (powtorki jednoznacznie pokazuja ze slusznie - dziwne ze nie bylo ani jednej kartki za to fejkowanie fauli), istotne jest jednak to co dzieje sie pozniej bo Legia utrzymuje sie przy pilce i bez zadnych protestow probuje dalej zagrozic bramce Cojocaru chociaz jeden z nich lezy w szesnastce i pisze testament podczas gdy to portowcy gremialnie płaczą dlaczego goscie w tej sytuacji nie wybijają pilki na aut zamiast skupic sie na grze; po drugie bodajze w 64 minucie Legia atakuje i w jednym starciu nasz czlowiek pada na murawe, wyglada na faul ale gwizdka nie ma, bywa i tak, przyjezdni bez mrugniecia okiem kontynuuja atak gdy po naszej stronie wyrasta las rąk skierowany w stronę arbitra i ten chwilowy brak koncentrancji otwiera duze przestrzenie w naszej defensywie, na szczescie obylo sie wtedy bez konsekwencji
tacy rycerze na białych koniach rzadko kiedy zostaja bohaterami, najczesciej koncza pożarci przez smoki



