Na ja się pochwalę (choć zaraz przyjdzie Boro i powiem że nie ma czym) że wczoraj tak strąbiłem typa na elektrycznej hulajce że chłop się aż spanikował i prawie się wyjebał - właśnie za to że jechał środkiem drogi, gdzie obok ciągnie się piękna długa ścieżka rowerowa (długa na kilkanaście km z unijnych środków, od ładnych kilku km jechał "równolegle do niej"). I uważam że dobrze zrobiłem, jeśli masz dedykowaną ścieżkę a wybierasz drogę, to z pełną świadomością bierzesz na klatę wszystko co cię na tej drodze spotka. Uważam wręcz że to się powinno uregulować prawnie - masz obok ścieżkę, to jazda jezdnią jest niedozwolona i w razie wu mandat lub w przypadku kolizji nieuprawnione wtargnięcie na jezdnię.
Wgl najśmieszniejsze z całej tej sytuacji jest fakt że ta ścieżka rowerowa wylana idealnym, nowym asfaltem sprzed jakiś 6 lat bez jednej dziurki, a jezdnia którą jechał ten pan dziurawa i połatana, jak go spotkałem to akurat jechał samym środkiem drogi po przy prawej krawędzi jezdnia była zbyt wyszarpana. Tym bardziej nie rozumie dlaczego ci ludzie nie korzystają ze ścieżek, to jest chyba jakiś fetysz albo umiłowanie do robienia kierowcom problemów.



