Tylko ogólny przekaz mojego posta był taki, że jest dużo ważniejszych czynników o dużej skali, które wszelkie działania państwa na rzecz wzrostu dzietności będą niweczyć.
Więc mnie bardziej interesują poziom aktywności zawodowej (również kobiet, w tym tych starszych wiekiem), poziom ubóstwa, poziom edukacji, dostęp do publicznej służby zdrowia, jakość transportu publicznego, efektywność nakładów na naukę dla gospodarki, czy ogólnie poziom satysfakcji z życia w społeczeństwie.
A obecnie mamy obsesję na punkcie współczynnika dzietności i tak zwanej "katastrofy demograficznej". Nie zadajemy pytania co zrobić, "żeby żyło się lepiej wszystkim" (hehe), tylko "jak by tu jeszcze powiedzieć tym kobietom, żeby rodziły dzieci".
Czyli jest drogo i nieefektywnie. A kobiety odpowiadają: "tu się puknij".



