Mieliśmy podobną aferę 15 lat temu, jak autorka zdjęcia Czesława Miłosza ścigała za jego użycie. Sadziła się o kilkanaście tysięcy zł za sztukę. Jedna biblioteka z nią przegrała, w innym województwie sąd uznał, że to ona nie zadbała o odpowiednie opisanie zdjęć i ludzie mieli prawo nie wiedzieć, do kogo należy autorstwo.
W tej nowej sprawie znam jedną osobę, która zapłaciła tej całej Jagodzie. Szkoda, bo teraz, gdy sprawa zrobiła się głośna, pewnie dałoby radę tego uniknąć.


